• Wpisów:452
  • Średnio co: 3 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 20:45
  • Licznik odwiedzin:10 681 / 1661 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
I don't wanna feel your pain.
 

 
Kocham Ciebie powiedzial Puchatek rzucajac sie w przepasc..
 

 
Kiedyś przyjaciele, a teraz? Teraz już sama nie wiem
 

 
A teraz weź mnie za rękę i powiedz, że będzie dobrze...
 

 
Dlaczego się tne? Sama nie wiem... Daje mi to coś? W sumie nie wiem... Ale lubię ten widok tej krwi... Lubię to.. może i to dla Ciebie jest chore...
 

 
- Dzwoniła pani śmierć.
- I co mówiła?
- Że mnie bardzo potrzebuję.
- Co odpowiedziałas?
- Że wpadne rano.
 

 
Jaki jest najgorszy momemt życia?
- Kiedy kogoś bardzo kochasz, potrzebujesz, a On odchodzi bez pożegnania
 

 
ROZDZIAŁ 1
Zegarek stojący na nocnej szafce pokazywał godzinę 5:43. Na podłodze w różowym pokoju klęczała ubrana na czarno, nieco pulchna dwunastolatka. Kończyła przepakowywać się z wielkiej, czerwonej walizki do plecaka moro znalezionego na bazarze. Z zadowoleniem dopięła ostatnią kieszeń i zaciągnęła sznurki. Walizkę wepchnęła pod łóżko. Wyjęła z szafy glany i zaczęła je namiętnie pastować, używając dwóch rodzajów past i kilkunastu szczoteczek.
***
Ciemnowłosy chłopak zerwał się z łóżka, kiedy obudzi go jakiś głos. Spojrzał na zegarek. 7.13
- Zaspałem! - stwierdził oczywistość i podbiegł do szafy. Wyjął z niej bojówki i niebieską koszulkę, jedną ręką złapał zaskakująco lekki plecak i ubierając się pobiegł na dół, gdzie chwilę wcześniej rozległ się krzyk
- Kacper, za dwie minuty jedziemy!
***
Blondyn stał z plecakiem w kuchni. Pił herbatę, a drugą ręką naciągał na siebie bluzę.
- Mamo, nic mi się nie stanie! - zapewnił po raz szósty.
- Wiem, wiem... Ale po raz pierwszy wyjeżdżasz na tak długo! - stwierdziła kobieta, która siedziała przy stole.
- Przecież jestem już dorosły! - powiedział chłopak odstawiając szklankę do zlewu i otwierając drzwi.
- Tak, trzynaście lat to wprost sędziwy wiek. - prychnęła kobieta kierując się w ich kierunku
***
O ósmej kilkanaście dzieciaków żegnało się z rodzicami stojąc przed autokarem.
- Liliankusianeczko! Uważaj na siebie! I nie ubrudź ubrań! - mówiła głośno kobieta na kilkucentymetrowych szpilkach i różowych ubraniach do dwunastolatki, która bardzo odbiegała od niej stylem. Dziewczyna była ubrana na czarno od stóp do głów. Miała czarne, błyszczące glany, czarne rurki, czarną koszulkę, czarną rozpiętą bluzę, a czarne włosy przewiązała czarną gumką. Jedyny element jej stroju, który nie był czarny to plecak moro.
- Mamo! - powiedziała czerwona jak burak. Kobieta chciała chyba zacząć dawać córce jeszcze więcej rad, ale jej uwagę zwróciła rudowłosa dziewczyna, która poprosiła o ciszę.
- Witam wszystkich! Nazywam się Marta Julianowska i będę waszą opiekunką na obozie "Błotnej Przygody". Możecie się do mnie zwracać normalnie, po imieniu. Teraz kilka spraw organizacyjnych: na miejscu będziemy około szesnastej. Wtedy będzie rozlokowanie w pokojach. W czasie podróży nie będzie postojów, ale po przyjeździe zjemy obiadokolacja. Więcej informacji otrzymacie na miejscu. - uśmiechnęła się opiekunka. Nie była wiele starsza od swoich podopiecznych, mogła mieć najwyżej dwadzieścia lat.
- Bagaże bierzecie do góry, ponieważ w luku bagażowym jest wściekły kot. - dodał niski mężczyzna, najwyraźniej kierowca, i odszedł szybkim krokiem do autobusu nie dopuszczając do siebie pytań rodziców o wściekłego kota.
Kilka minut później wszyscy uczestnicy obozu wmaszerowali do pojazdu. Autokar był mały i nie pierwszej nowości. Lakier w niektórych miejscach odpadał, a szyby były brudne. Siedzenia, choć miękkie i wygodne, były bardzo zniszczone Ostatnia do autokaru wpakowała się ubrana na czarno dziewczyna z plecakiem moro i przystanęła przy jednym wolnym miejscu obok brązowowłosego chłopaka.
- Wolne? - zagadnęła
- Nie, siedzi tu mój niewidzialny przyjaciel. - odpowiedział z pełną powagą.
- W takim razie twój przyjaciel spędzi osiem godzin pod moim tyłkiem. - dziewczyna zrzuciła plecak na podłogę i opadła na fotel.
- Już cię lubię. Kacper jestem. - wyciągnął do niej rękę.
- Liz. - odpowiedziała uściskiem.
- Słyszałem co innego. - wyszczerzył zęby chłopak.
- O nie... Moja matka aż tak głośno mówiła? I wszyscy słyszeli Liliankusianeczke? - zapytała. On kiwnął głową.
- Mam na imię Lilianna, ale nienawidzę, jak ktoś tak na mnie mówi. Przedstawiam się jako Liz i tak się przyjęło. - wyjaśniła.
- Hm, ty nie lubisz swojego imienia... A co ja mam powiedzieć? - dobiegł do nich głos z siedzenia z tyłu. Kiedy się odwrócili, zobaczyli, że głos należy do drobnego blondyna.
- Mam na imię Kwadrat*. - powiedział. Liz i Kacper wybuchnęli śmiechem.
- Blefujesz.
- Nie! Nazywam się Kwadrat Maksymilian, ale wszyscy mówią na mnie Max, od nazwiska. Wszyscy zawsze myślą, że moje imię to nazwisko, a nazwisko to imię. - wytłumaczył.
Max, Liz i Kacper zaczęli bardzo dobrze się ze sobą dogadywać. Po dwóch godzinach rozmowy Kacper podał dziewczynie swój plecak.
- Może wy ogarniecie, czego nie wziąłem, bo nie mogę się domyślić! - powiedział chłopak.
- Lekkie to. - Liz obejrzała plecak z każdej strony. Otworzyła go, a po przyjrzeniu się zawartości zaczęła delikatnie:
- Hm, Kacper, a pomyślałeś o zabraniu ubrań? - zapytała po chwili.
 

 
  • awatar Estate: z jakiej książki jest ten cytat ? proszę o odpowiedz na moim blogu :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Obudzić się o piątej rano... i zgłosić nieprzygotowanie do życia, po czym przespać resztę dnia.
 

 
Napisał, że jest inny niż wszyscy. Ze śmiechu o mało nie spadłam z krzesła.